Przemocą jest już jednorazowe naruszenie nietykalności fizycznej lub psychicznej drugiej osoby. Rzadko się zdarza, żeby to była pojedyncza sytuacja, raczej jest to część procesu, który postępuje. W perspektywie psychologicznej o sytuacji przemocowej mówimy wtedy, gdy są spełnione cztery kryteria:
- Brak równowagi w relacji – jedna ze stron jest wyraźnie silniejsza (psychicznie, fizycznie, seksualnie lub ekonomicznie). Ta nierównowaga odróżnia sytuacje przemocy od konfliktu.
- Intencja – osoba stosująca przemoc działa w konkretnym celu. To nie jest przypadek.
- Naruszanie praw i dóbr osobistych drugiej strony.
- Działanie sprawcy przemocy powoduje ból i cierpienie drugiej osoby.
Jeśli wszystkie cztery aspekty są spełnione – mamy do czynienia z przemocą.
Przemoc ma to do siebie, że na początku jest niemal niezauważalna. Jedno niemiłe zdanie, epitet, awantura… Na początku budzi to nasz opór. Jesteśmy w stanie zareagować racjonalnie i próbować się obronić oraz postawić granice. W tym momencie sprawca przemocy po raz pierwszy zaczyna badać nasze granice i je powoli przesuwać. Tak prowadzi rozmowę, tłumaczy swoje powody, manipuluje naszymi uczuciami, że na koniec wydaje nam się, że miał rację i wina leży po naszej stronie. Często po takiej sytuacji konfliktowej następuje „miesiąc miodowy” – relacja układa się tak dobrze, jak nigdy i wydaje nam się, że to była jednostkowa sytuacja. Niestety, po jakimś czasie, cykl zaczyna się od początku.
Na początku przerwy między sytuacjami przemocowymi są całkiem długie, a „miesiące miodowe” wynagradzają nam poniesione koszty. Nie zauważamy, kiedy te okresy stają się coraz krótsze. Zazwyczaj osoba doznająca przemocy orientuje się, że coś jest nie tak i związek choruje, a jej prawa są naruszane dopiero w chwili, gdy bilans „zysków i strat” staje się nierówny, a ilość cierpienia jest większa niż pozytywów płynących z „miesiąca miodowego”. Wtedy naturalnym odruchem jest szukanie pomocy.
